Pytanie
na dziś: kołowrotek czy dysk? Ciężko jest odpowiedzieć na to pytanie
jednoznacznie, gdyż to… zależy od myszy. Moja Czarna zupełnie nie umie biegać
na dysku, za to reszta biega od czasu do czasu i na tym i na tym, choć na kołowrotku
znacznie chętniej. Prawdą przy tym jest, że wybór kołowrotków jest znacznie
większy w sklepach stacjonarnych.
Dyski,
jak wszystko, mają swoje plusy i minusy. Ja sama posiadam dwa różne dyski, więc
mogę się na ich temat wypowiedzieć. Jako, że wybór wielkości średnicy dysku
jest dość ograniczony (a pamiętajmy, że minimum dla myszy nierasowych to 17 cm)
to dużo łatwiej jest kupić duży kołowrotek. Czyli dostępność rozmiarowa dysków
to duży minus. Dodatkowo nie każda mysz umie na nich biegać i albo nie biega
wcale (czyli wydaliśmy niepotrzebnie pieniądze) albo podczas biegu zakręca pod
siebie ogonek (co jest szkodliwe dla zdrowia, pamiętajmy, że ogon to
przedłużenie kręgosłupa). Dysk taki jest też dosyć lekki, więc gdy mysz szybko
na nim biega (lub kilka myszy na raz), taki dysk może się przesuwać i w końcu
zacząć uderzać w ściany klatki (co bardzo skutecznie budzi, wierzcie mi).
Plusem natomiast takiego dysku jest łatwość w myciu i nasmarowaniu (wystarczy
wprowadzić trochę wazeliny w bolec, na którym kręci się dysk, mysz nie ma jak
tego zjeść) i dodatkowe miejsce na kryjówkę pod dyskiem.
Kołowrotki
są bardzo różne, w różnych wariantach rozmiarowych i kolorystycznych. Pamiętać
trzeba o odpowiedniej średnicy i o
zabudowanych szczebelkach – szpary pomiędzy szczebelkami mogą uszkodzić mysie
łapki i ogonki. Mamy kołowrotki metalowe, drewniane i plastikowe. Kołowrotki
metalowe z góry skreślam – piszczą podczas użytkowania. Kołowrotki drewniane są
często bardzo ciche, ale mogą stać się obiektem uwielbianym przez mysie ząbki i
przy okazji jako toaleta – trzeba więc taki kołowrotek zaimpregnować zanim
mysie siuśki sprawią, że kołowrotek za spore pieniądze trzeba będzie wyrzucić –
impregnujemy pokostem lnianym lub woskiem pszczelim. Trzeci rodzaj kołowrotków
– i moim zdaniem najlepsze – są kołowrotki plastikowe. Łatwo je umyć, nie
trzeba ich impregnować, mają szeroki wachlarz rozmiarów i kolorów. Są też dość
lekkie, choć nie na tyle, by same się przesuwały, gdy myszy po nich harcują.
Problem jest tylko z oliwieniem ich, przy kołowrotku Trixe trzeba się naprawdę
nasiłować, by zdjąć koło z osi. Choć tak naprawdę cała trudność polega na
zdjęciu metalowej części, która uniemożliwia ześlizgnięcie się koła z osi :).
Moje
myszy mają zarówno dysk jak i kołowrotek Trixie i zdecydowanie chętniej biegają
na Trixie, a pod dyskiem śpią. Mam też „patent”, by do kołowrotka nie wpadały
ściółka i pellet – kołowrotek jest ustawiony na podwyższeniu, więc już nic
obijającego się w kółku nie budzi mnie w nocy. A swoją drogą Trixie jest bardzo
cichy, tak samo jak dobrze nasmarowany dysk (o ile dobrze się go ustawi, nie za
blisko ścianek, o które mógłby się obijać).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz